Cztery
miesiące później
Tego
dnia wszystko wyglądało zwyczajnie, wręcz ponuro. Niebo przesłonięte było
ciemnymi chmurami i wiał wiatr, nic nadzwyczajnego w ostatnich dniach.
Kiedy
zbiegłam na dół i krzyknęłam głośno „dzień dobry!”, odpowiedziało mi głuche
echo. Matki i ojca jak zwykle nie było w domu. W sumie czułam się jakbym
mieszkała sama, bo przez większą część roku znajdowali się poza miastem. Ojciec
ma ku temu powody, bo pracuje w wojsku i nie od niego to zależy. Ale matka? Na
siłę stara się stąd wyrwać, wszędzie szuka potencjalnych klientów, partnerów i
nie wiem czego jeszcze. Co prawda jest architektką, prowadzi małą firmę, ale
nie to jest powodem jej częstych wyjazdów. Czasami rozważam nawet czy nie ma
romansu. Kiedy pytam ją dlaczego po raz kolejny zostawia mnie samą, zawsze
odpowiada to samo: „Kocham cię córeczko, robię to żebyś mogła żyć w
przyzwoitych warunkach i żeby niczego ci nie brakowało”.
Jakoś nigdy nie przyszło jej do głowy, że
rzeczą, której najbardziej mi brakuje jest właśnie ona.
Lodówka
świeciła pustkami, podobnie jak mój brzuch. Zdenerwowana poszłam do łazienki,
umyłam się, pomalowałam rzęsy i zawiązałam włosy w luźnego koka. Nie byłam w
nastroju na stanie przed lustrem i robienie dokładnego makijażu, zresztą to
samo było z moją fryzurą i ubraniami. Wróciłam do swojego pokoju i szybko
przebrałam się w szare dresy i niebieski t-shirt. Następnie wzięłam do ręki
plecak, narzuciłam na siebie bluzę i wybiegłam z domu.
Biegłam,
by jak najszybciej uciszyć denerwujące burczenie w brzuchu i czułam się jak idiotka,
kiedy ludzie mierzyli mnie wzrokiem. Wpadłam do sklepu, powrzucałam do koszyka
interesujące mnie produkty i zapłaciłam. Gdy wyszłam na zewnątrz, momentalnie
ogarnęło mnie zaskoczenie.
Na
moje nieszczęście trafiłam w sam środek jakiegoś zamieszania. Spytałam jakąś
dziewczynę, co się stało, ale odpowiedziała mi niezrozumiale i chaotycznie.
-Powie mi ktoś, co tu się do cholery
dzieje? – warknęłam poirytowana.
Schodziłam
po schodach, kiedy znajoma twarz mignęła mi przed oczami. Zamrugałam,
rozglądając się wokoło i przeszukując tłum wzrokiem, aż natrafiłam na konkretną
osobę.
-Dzień dobry – rzuciłam szybko z
uśmiechem. Tłum pchał mnie do tyłu, ale uparcie starałam się mu przeciwstawić.
-Dzień dobry – odpowiedziała kobieta.
Obdarzyła mnie przy okazji najbardziej promiennym uśmiechem jaki w życiu
widziałam. W jej niebieskich oczach jak zawsze było to coś co nasuwało mi myśl,
czy ona przypadkiem się ze mnie nie śmieje. Pani Wright była piękną blondynką o
niesamowitej figurze i wyglądała naprawdę młodo. Ubierała się elegancko i
modnie, zawsze idealnie planowała swój strój.
Minęłam
ją i szłam dalej. Nagle osłupiałam i zawróciłam. Skoro jest tu jego mama, to on też może gdzieś tu być. Nie byłam
pewna co zamierzam zrobić. Czynności, które wykonywałam przychodziły same;
myślałam tylko o nim i o tym, że
zerwał z tą lasią. Teraz albo nigdy.
Zaraz
potem zjawił się Ethan. Zawsze wyglądał perfekcyjnie, ale tego dnia jakoś
szczególnie. Idąc w jego kierunku nawet nie czułam zdenerwowania. Jak już
mówiłam, kompletnie nie myślałam.
-Ethan – przywitałam go. – Możemy
porozmawiać?
-Jasne – odpowiedział z uśmiechem po krótkiej
chwili. – O co chodzi, Kylee?
Moje
imię wypowiedziane przez niego wywołało u mnie gęsią skórkę. Usiłowałam ją
zakryć, naciągając rękawy mojej bluzy na ramiona. Czekałam na tą chwilę siedem
lat.
-Jaką chwilę? – Czy ja właśnie
wypowiedziałam moje myśli na głos?! Straciłam rozum przez tego chłopaka.
Chociaż w gruncie rzeczy… nie bardzo mnie to obchodziło w tamtej chwili.
-Wiesz, Ethan – zaczęłam. – I tak już
nigdy nie spojrzę ci w oczy nie czując wstydu, więc w sumie nie mam nic do
stracenia.
Patrzył
na mnie z góry, przez co sprawił, że poczułam się przy nim jeszcze mniejsza.
Tym razem uparcie utrzymywałam z nim kontakt wzrokowy, co dziwiło nawet samą
mnie. Skąd ja wzięłam nagle tyle odwagi? Cóż,
coś się uzbierało przez te siedem lat.
-Nadal jesteś w moich myślach i nie
potrafię cię stamtąd wyrzucić – wyszeptałam płaczliwym głosem. Po chwili
kontynuowałam, starając się opanować. – Miałeś wiele dziewczyn, w tym Cher.
Jakoś to zniosłam, nie mogę ingerować w twoje życie. Ale dłużej nie zniosę tego
uczucia, że nie powiedziałam ci tego, co o tym sądzę. Wiem, że dla ciebie moje
zdanie jest nic nie warte, ale proszę, wysłuchaj mnie. Nie musisz się na nic
zgadzać, nie mam zamiaru cię zmuszać. Chcę twojego szczęścia, jakkolwiek oklepanie
to brzmi. I mam świadomość, że to co teraz mówię jest żałosne, naprawdę… - Mój
głos się załamał. – Przepraszam, Ethan. Może nie powinnam tego mówić.
Milczał.
Wpatrywał się we mnie z tą swoją kamienną twarzą i nie wiedział co powiedzieć.
A ja mówić nie mogłam, bo w gardle czułam wielką gulę, która nie pozwalała mi
oddychać. Staliśmy więc w zupełnej ciszy. Ja byłam roztrzęsiona, on –
zdezorientowany. Potem mój głos wrócił.
-Lub mnie – szepnęłam. Głupiagłupiagłupiagłupiagłupiagłupiagłupiagłupiagłupia.
Chwila, istnieje w ogóle takie
słowo? Zrezygnowana zwiesiłam głowę, lekko dotykając jej czubkiem torsu Ethana.
Dopiero wtedy dotarło do mnie, co właśnie zrobiłam.
-Lubię cię. – Był niewzruszony. Nagle
zorientowałam się, że cała drżałam. Podniosłam głowę i szukałam jego wzroku.
-Ethan, nie lubisz mnie tak jak ja
ciebie i nawet nie próbuj mi wmawiać, że jest inaczej. Ethan, lub mnie w ten sposób – powtórzyłam, poczym schowałam twarz w
materiale jego bluzy i próbowałam powstrzymać potok łez.
-Nie mogę – wyszeptał. – Kylee, spójrz
na mnie – poprosił.
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo brzydko wyglądam. – Miałam na
myśli „jestem spuchnięta od płaczu i czerwona jak burak”.
Wyrwał
się z niego urwany chichot, ale szybko się opamiętał. Potem uniósł moją głowę i
zmusił mnie do spojrzenia mu w oczy.
-Hej, spójrz na mnie. – Poddałam się. –
Chcę, ale nie mogę.
-Proszę. – Głos w mojej głowie aż
krzyczał „JESTEŚ ŻAŁOSNA”. - Nie obchodzi
mnie, że nie możesz. Polub mnie wreszcie.
Nie
zastanawiałam się już dłużej i musnęłam jego wargi. Idiotkaidiotkaidiotkaidiotkaidiotka. Gdy
odsunął się po chwili, byłam przerażona. Co
ty sobie myślałaś?
Tymczasem
Ethan stanął niżej, dzięki czemu jego twarz znajdowała się na wysokości moich
oczu. Nie zdążyłam jakkolwiek zareagować, to wszystko działo się po prostu
samo. Rzucił coś w stylu „tak będzie lepiej”, a potem znowu poczułam jego
miękkie wargi na moich. Nie wierzyłam w to, co się działo, ale nie chciałam o
tym myśleć. Moje wnętrze aż krzyczało. Nadal drżałam, ale już z innego powodu.
Aiausiudnsusufnakiomvgodjtuwbmxbvoejsmebjyudtsnf ETHAN WRIGHT MNIE POCAŁOWAŁ.
Poczułam
jak krople wody opadają na moje włosy. Odsunęłam się od Ethana i spojrzałam do
góry, na ciemniejące niebo.
-Wygląda na to, że będzie burza –
szepnęłam. Przytaknął i cmoknął mnie w policzek.
-Musimy porozmawiać, ale nie tutaj… Chodź,
zabierzemy cię ze sobą. – Chwila, jak to „zabierzemy”? Rozglądnęłam się i zobaczyłam w oddali panią Wright,
przyglądającą się nam z rozbawieniem. Rumieńce znowu rozlały się po moich
policzkach. Czy ja właśnie rzuciłam się na jej syna na jej oczach?
Zdjął
swoją bluzę i osłonił mnie nią przed deszczem. A potem wziął mnie na ręce i
niósł aż do samochodu, mimo mojego sprzeciwu. Chowałam twarz w zagłębieniu jego
szyi, jednocześnie czując gorąco rozlewające się na nowo po policzkach. Nie
miałam odwagi spojrzeć na panią Wright i przez całą podróż uparcie wpatrywałam
się w przemykające krajobrazy za oknem. Tego dnia pogoda nie była zbyt piękna,
ja jednak miałam wrażenie, że przestało kropić, a burzowe chmury rozpłynęły
się, ukazując błękitne niebo i ustępując miejsca słońcu.
Spojrzałam
w lewo, na siedzącego obok Ethana i momentalnie bicie mojego serca wyraźnie
przyspieszyło. Odwzajemnił spojrzenie i uniósł lekko kącik ust. Czas jakby się
zatrzymał, istotny był dla mnie tylko on. Tylko jego oczy, wreszcie wpatrzone w
moje.
Najpiękniejszy dzień w moim życiu.
Ethan
Myślałem
nad tym wszystkim, co przed chwilą się wydarzyło, kiedy poczułem na sobie jej
wzrok. Ociągając się, spojrzałem na Kylee, wpatrującą się w moje oczy. Miałem
nadzieję, że nie było widać w nich tego, co działo się ze mną w środku. Zżerało
mnie poczucie winy i zdenerwowanie. Zacisnąłem pięści i przygryzłem policzek.
Co ja najlepszego zrobiłem…
______________________________________________________
Od autorki: No i mamy pierwszy rozdział. Nie powiem, że jestem zadowolona, no ale. Musiałam go skrócić, bo następny będzie bardzo długi ;). Nie lubię długich początków, więc zdradzę, że już niedługo to się zacznie rozwijać ;). Na razie nie będę was męczyć długą notką, dziękuję za przeczytanie i do następnego!:)
+Jeśli przeczytałeś/łaś, liczę na komentarz ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz