niedziela, 22 czerwca 2014

I. „I want to, but I can’t”

Cztery miesiące później
                Tego dnia wszystko wyglądało zwyczajnie, wręcz ponuro. Niebo przesłonięte było ciemnymi chmurami i wiał wiatr, nic nadzwyczajnego w ostatnich dniach.
                Kiedy zbiegłam na dół i krzyknęłam głośno „dzień dobry!”, odpowiedziało mi głuche echo. Matki i ojca jak zwykle nie było w domu. W sumie czułam się jakbym mieszkała sama, bo przez większą część roku znajdowali się poza miastem. Ojciec ma ku temu powody, bo pracuje w wojsku i nie od niego to zależy. Ale matka? Na siłę stara się stąd wyrwać, wszędzie szuka potencjalnych klientów, partnerów i nie wiem czego jeszcze. Co prawda jest architektką, prowadzi małą firmę, ale nie to jest powodem jej częstych wyjazdów. Czasami rozważam nawet czy nie ma romansu. Kiedy pytam ją dlaczego po raz kolejny zostawia mnie samą, zawsze odpowiada to samo: „Kocham cię córeczko, robię to żebyś mogła żyć w przyzwoitych warunkach i żeby niczego ci nie brakowało”.

Jakoś nigdy nie przyszło jej do głowy, że rzeczą, której najbardziej mi brakuje jest właśnie ona.

                Lodówka świeciła pustkami, podobnie jak mój brzuch. Zdenerwowana poszłam do łazienki, umyłam się, pomalowałam rzęsy i zawiązałam włosy w luźnego koka. Nie byłam w nastroju na stanie przed lustrem i robienie dokładnego makijażu, zresztą to samo było z moją fryzurą i ubraniami. Wróciłam do swojego pokoju i szybko przebrałam się w szare dresy i niebieski t-shirt. Następnie wzięłam do ręki plecak, narzuciłam na siebie bluzę i wybiegłam z domu.
                Biegłam, by jak najszybciej uciszyć denerwujące burczenie w brzuchu i czułam się jak idiotka, kiedy ludzie mierzyli mnie wzrokiem. Wpadłam do sklepu, powrzucałam do koszyka interesujące mnie produkty i zapłaciłam. Gdy wyszłam na zewnątrz, momentalnie ogarnęło mnie zaskoczenie.
                Na moje nieszczęście trafiłam w sam środek jakiegoś zamieszania. Spytałam jakąś dziewczynę, co się stało, ale odpowiedziała mi niezrozumiale i chaotycznie.
-Powie mi ktoś, co tu się do cholery dzieje? – warknęłam poirytowana.
                Schodziłam po schodach, kiedy znajoma twarz mignęła mi przed oczami. Zamrugałam, rozglądając się wokoło i przeszukując tłum wzrokiem, aż natrafiłam na konkretną osobę.
-Dzień dobry – rzuciłam szybko z uśmiechem. Tłum pchał mnie do tyłu, ale uparcie starałam się mu przeciwstawić.
-Dzień dobry – odpowiedziała kobieta. Obdarzyła mnie przy okazji najbardziej promiennym uśmiechem jaki w życiu widziałam. W jej niebieskich oczach jak zawsze było to coś co nasuwało mi myśl, czy ona przypadkiem się ze mnie nie śmieje. Pani Wright była piękną blondynką o niesamowitej figurze i wyglądała naprawdę młodo. Ubierała się elegancko i modnie, zawsze idealnie planowała swój strój.
                Minęłam ją i szłam dalej. Nagle osłupiałam i zawróciłam. Skoro jest tu jego mama, to on też może gdzieś tu być. Nie byłam pewna co zamierzam zrobić. Czynności, które wykonywałam przychodziły same; myślałam tylko o nim i o tym, że zerwał z tą lasią. Teraz albo nigdy.
                Zaraz potem zjawił się Ethan. Zawsze wyglądał perfekcyjnie, ale tego dnia jakoś szczególnie. Idąc w jego kierunku nawet nie czułam zdenerwowania. Jak już mówiłam, kompletnie nie myślałam.
-Ethan – przywitałam go. – Możemy porozmawiać?
-Jasne – odpowiedział z uśmiechem po krótkiej chwili. – O co chodzi, Kylee?
                Moje imię wypowiedziane przez niego wywołało u mnie gęsią skórkę. Usiłowałam ją zakryć, naciągając rękawy mojej bluzy na ramiona. Czekałam na tą chwilę siedem lat.
-Jaką chwilę? – Czy ja właśnie wypowiedziałam moje myśli na głos?! Straciłam rozum przez tego chłopaka. Chociaż w gruncie rzeczy… nie bardzo mnie to obchodziło w tamtej chwili.
-Wiesz, Ethan – zaczęłam. – I tak już nigdy nie spojrzę ci w oczy nie czując wstydu, więc w sumie nie mam nic do stracenia.
                Patrzył na mnie z góry, przez co sprawił, że poczułam się przy nim jeszcze mniejsza. Tym razem uparcie utrzymywałam z nim kontakt wzrokowy, co dziwiło nawet samą mnie. Skąd ja wzięłam nagle tyle odwagi? Cóż, coś się uzbierało przez te siedem lat.
-Nadal jesteś w moich myślach i nie potrafię cię stamtąd wyrzucić – wyszeptałam płaczliwym głosem. Po chwili kontynuowałam, starając się opanować. – Miałeś wiele dziewczyn, w tym Cher. Jakoś to zniosłam, nie mogę ingerować w twoje życie. Ale dłużej nie zniosę tego uczucia, że nie powiedziałam ci tego, co o tym sądzę. Wiem, że dla ciebie moje zdanie jest nic nie warte, ale proszę, wysłuchaj mnie. Nie musisz się na nic zgadzać, nie mam zamiaru cię zmuszać. Chcę twojego szczęścia, jakkolwiek oklepanie to brzmi. I mam świadomość, że to co teraz mówię jest żałosne, naprawdę… - Mój głos się załamał. – Przepraszam, Ethan. Może nie powinnam tego mówić.
                Milczał. Wpatrywał się we mnie z tą swoją kamienną twarzą i nie wiedział co powiedzieć. A ja mówić nie mogłam, bo w gardle czułam wielką gulę, która nie pozwalała mi oddychać. Staliśmy więc w zupełnej ciszy. Ja byłam roztrzęsiona, on – zdezorientowany. Potem mój głos wrócił.
-Lub mnie – szepnęłam. Głupiagłupiagłupiagłupiagłupiagłupiagłupiagłupiagłupia. Chwila, istnieje w ogóle takie słowo? Zrezygnowana zwiesiłam głowę, lekko dotykając jej czubkiem torsu Ethana. Dopiero wtedy dotarło do mnie, co właśnie zrobiłam.
-Lubię cię. – Był niewzruszony. Nagle zorientowałam się, że cała drżałam. Podniosłam głowę i szukałam jego wzroku.
-Ethan, nie lubisz mnie tak jak ja ciebie i nawet nie próbuj mi wmawiać, że jest inaczej. Ethan, lub mnie w ten sposób  – powtórzyłam, poczym schowałam twarz w materiale jego bluzy i próbowałam powstrzymać potok łez.
-Nie mogę – wyszeptał. – Kylee, spójrz na mnie – poprosił.
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo brzydko wyglądam. – Miałam na myśli „jestem spuchnięta od płaczu i czerwona jak burak”.
                Wyrwał się z niego urwany chichot, ale szybko się opamiętał. Potem uniósł moją głowę i zmusił mnie do spojrzenia mu w oczy.
-Hej, spójrz na mnie. – Poddałam się. – Chcę, ale nie mogę.
-Proszę. – Głos w mojej głowie aż krzyczał „JESTEŚ ŻAŁOSNA”. - Nie obchodzi mnie, że nie możesz. Polub mnie wreszcie.
                Nie zastanawiałam się już dłuże­­­­­­­­­­j i musnęłam jego wargi. Idiotkaidiotkaidiotkaidiotkaidiotka. Gdy odsunął się po chwili, byłam przerażona. Co ty sobie myślałaś?
                Tymczasem Ethan stanął niżej, dzięki czemu jego twarz znajdowała się na wysokości moich oczu. Nie zdążyłam jakkolwiek zareagować, to wszystko działo się po prostu samo. Rzucił coś w stylu „tak będzie lepiej”, a potem znowu poczułam jego miękkie wargi na moich. Nie wierzyłam w to, co się działo, ale nie chciałam o tym myśleć. Moje wnętrze aż krzyczało. Nadal drżałam, ale już z innego powodu. Aiausiudnsusufnakiomvgodjtuwbmxbvoejsmebjyudtsnf ETHAN WRIGHT MNIE POCAŁOWAŁ.
                Poczułam jak krople wody opadają na moje włosy. Odsunęłam się od Ethana i spojrzałam do góry, na ciemniejące niebo.
-Wygląda na to, że będzie burza – szepnęłam. Przytaknął i cmoknął mnie w policzek.
-Musimy porozmawiać, ale nie tutaj… Chodź, zabierzemy cię ze sobą. – Chwila, jak to „zabierzemy”? Rozglądnęłam się i zobaczyłam w oddali panią Wright, przyglądającą się nam z rozbawieniem. Rumieńce znowu rozlały się po moich policzkach. Czy ja właśnie rzuciłam się na jej syna na jej oczach?
                Zdjął swoją bluzę i osłonił mnie nią przed deszczem. A potem wziął mnie na ręce i niósł aż do samochodu, mimo mojego sprzeciwu. Chowałam twarz w zagłębieniu jego szyi, jednocześnie czując gorąco rozlewające się na nowo po policzkach. Nie miałam odwagi spojrzeć na panią Wright i przez całą podróż uparcie wpatrywałam się w przemykające krajobrazy za oknem. Tego dnia pogoda nie była zbyt piękna, ja jednak miałam wrażenie, że przestało kropić, a burzowe chmury rozpłynęły się, ukazując błękitne niebo i ustępując miejsca słońcu.
                Spojrzałam w lewo, na siedzącego obok Ethana i momentalnie bicie mojego serca wyraźnie przyspieszyło. Odwzajemnił spojrzenie i uniósł lekko kącik ust. Czas jakby się zatrzymał, istotny był dla mnie tylko on. Tylko jego oczy, wreszcie wpatrzone w moje.
Najpiękniejszy dzień w moim życiu.

Ethan
                Myślałem nad tym wszystkim, co przed chwilą się wydarzyło, kiedy poczułem na sobie jej wzrok. Ociągając się, spojrzałem na Kylee, wpatrującą się w moje oczy. Miałem nadzieję, że nie było widać w nich tego, co działo się ze mną w środku. Zżerało mnie poczucie winy i zdenerwowanie. Zacisnąłem pięści i przygryzłem policzek.

 Co ja najlepszego zrobiłem…


______________________________________________________

Od autorki: No i mamy pierwszy rozdział. Nie powiem, że jestem zadowolona, no ale. Musiałam go skrócić, bo następny będzie bardzo długi ;). Nie lubię długich początków, więc zdradzę, że już niedługo to się zacznie rozwijać ;). Na razie nie będę was męczyć długą notką, dziękuję za przeczytanie i do następnego!:)

+Jeśli przeczytałeś/łaś, liczę na komentarz ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz