poniedziałek, 16 czerwca 2014

Prologue.

                Stałam jak wryta, moje ciało po prostu odmawiało mi posłuszeństwa. Czułam się taka bezsilna, potrafiłam tylko patrzeć. A patrzyłam uważnie, bo nie miałam wyjścia. Serce uderzało mi coraz szybciej i bałam się, czy w końcu nie pęknie. Ethan Wright miał zaraz mnie minąć, trzymając za rękę jakąś dziewczynę. Jeszcze mnie nie zauważył. Nie widział, że stoję oniemiała.
                Zbliżali się coraz bardziej i bardziej, a mi wydawało się, że ta chwila przeciąga się w całą wieczność. Gdy byli w odległości kilku kroków, jego oczy oderwały się od nieznajomej dla mnie dziewczyny i wzrok chłopaka spoczął na mnie. Trwało to ułamki sekund, ale wystarczyło, bym poczuła jak moje kruche serce rozpada się na miliony kawałeczków.
Chciałam go nienawidzić. Za to, że nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Za to, że mnie zwodził, że dawał mi złudną nadzieję. A przede wszystkim za to, nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo mnie ranił.
Ale nie potrafiłam.

-Hej, Ethan, zaczekaj! – wołała Miley. Chłopak oglądnął się przez ramię i przystanął.
-Nie słuchaj jej, proszę… Ethan. – Spuściłam głowę, mamrocząc nieskładnie. Nic nie rozumiał, nie miał pojęcia kogo posłuchać; mnie? czy Miley?
-Mam ci coś ciekawego do powiedzenia. – Upewniła się, że słyszę jej słowa.
-Miley… - błagałam. Nawet nie drgnęła. Zmuszałam więc swoje nogi do odejścia, ale zanim zdążyłam to zrobić, usłyszałam słowa Miley. Nie, to nie może dziać się naprawdę. Nikt nie jest aż tak pełen nienawiści, żeby ośmieszyć w ten sposób drugiego człowieka. Byłam naiwna, ale do ostatniej chwili wierzyłam, że Miley była inna. Mimowolnie odwróciłam się do nich, zanim jeszcze zaczęła mówić. I wtedy moje serce zamarło.
-Nasza mała Kylee się w tobie zakochała…
                Patrzyłam na zdezorientowanego Ethana, a on patrzył na mnie. W jego oczach było coś, czego nie potrafiłam odczytać, może to było po prostu zdziwienie, może rozbawienie, a być może coś zupełnie innego, nie wiem. Ale wiem, że to, co zrobiłam potem, było najgłupszym co mogłam zrobić. Dziecinne, miałam przecież tylko 10 lat.
-Nieprawda!
                I uciekłam, bo to jedyne co potrafiłam zrobić, czując na sobie wzrok Ethana.

-Cześć Kylee, nie poznałem cię. – Usłyszałam nagle za sobą jego głos. Stał, nadal trzymając za rękę tą blondi, ale patrzył prosto na mnie.
-O, hej. – Posłałam mu lekko wymuszony uśmiech. Leżałam na łopatkach, byłam całkiem bezbronna, a on jeszcze dobijał mnie swoim nieświadomym spojrzeniem.

                Łzy przesłaniały mi widok, ale to się dla mnie nie liczyło. Znałam tą drogę na pamięć, chodziłam tamtędy codziennie. Jakaś kobieta przypatrywała mi się z niepokojem. Przyspieszyłam kroku, żeby nikt nie mógł usłyszeć, jak wydobywa się ze mnie głośny szloch. I wtedy właśnie poczułam na sobie czyjeś spojrzenie. Byłam w stu procentach pewna, że tym „kimś” nie był zwykły przechodzeń.
Ethan.
                W szybach samochodów widziałam jego odbicie. Wahał się nad czymś, uważnie mnie obserwując. Otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. To jeszcze bardziej mnie zasmuciło.
                Mieszkał tuż obok mnie. Zawsze wracaliśmy razem, gdy kończyliśmy o tej samej porze – w każdy wtorek i czwartek. Czułam jakby był moim starszym bratem, zawsze pytał co u mnie słychać. I zawsze widziałam, że się uśmiecha, kiedy zobaczy, że „przypadkiem” na niego czekam. Domyślał się, że mi się podoba. Ale chyba nie przypuszczał, że go kocham.

-Wy się chyba jeszcze nie znacie. – Wskazał na długonogą blondynkę. Skinęłam. - Kylee, to jest Cher.
-Umiem sama się przedstawić – przemówiła niskim głosem, patrząc na niego spod wachlarza gęstych, wymalowanych tuszem rzęs. Potem zwróciła się do mnie i podała mi idealnie wypielęgnowaną dłoń. – Jestem Cher Conrad.
-Kylee – uśmiechnęłam się drętwo i odwzajemniłam jej gest. Pff, serio „Cher”? Co to w ogóle za imię?! Mimowolnie spojrzałam na Ethana. Chciałam przynajmniej mieć pewność, że nie czuje się ani odrobinę zmieszany czy zawstydzony. Ale on miał tą samą minę co zawsze, z której nic nie dało się wywnioskować.
                Cher z oddaniem zaczęła opowiadać jakąś niesamowitą historię, jednak nie wysłuchałam nawet dwóch zdań. Potakiwałam głową, patrząc kątem oka na Ethana, który zniecierpliwiony kopał butem mały kamyk, leżący na chodniku.
-Miło było, Kylee, ale musimy iść – przerwał chłodno jej opowieść, pociągając lekko jej rękę. Zrobiła kwaśną minę, ale przytaknęła. – Do zobaczenia.

                A potem, kiedy wiedziałam, że zbliżamy się do miejsca, w którym musi już skręcić w lewo, przechyliłam głowę, by zobaczyć czy pośle mi spojrzenie, tak jak zawsze. Drgnął lekko, jednak po chwili jakby się opamiętał i szedł już prosto przed siebie.
                A ja po raz pierwszy odkąd go poznałam, poczułam się naprawdę opuszczona. I zamiast iść do domu, natychmiast pobiegłam do Noelle.

~*~        ~*~        ~*~

                Noelle była dla mnie kimś naprawdę ważnym. Nie pamiętam kiedy dokładnie się zaprzyjaźniłyśmy, pojawiła się nagle i zupełnie niespodziewanie. Są osoby, które całe życie nie znajdują ani jednego prawdziwego przyjaciela, a są takie, którym przyjaciół nigdy nie brakuje. Dziwnym, ale szczęśliwym trafem zaliczyłam się do grona tych drugich. Mam dwoje wspaniałych przyjaciół: Noelle Brownlee i Luke’a Jamesa. Po raz pierwszy spotkałam go niecałe cztery lata temu, kiedy zepsuł mi się rower. Był jedyną osobą, która zatrzymała się i mi pomogła. Od tego czasu jest dla mnie jak brat.
                Kiedy więc szczęśliwi zakochani zniknęli za rogiem, wróciłam do domu po rower i pojechałam do Noelle. Znowu czułam się jak dziesięcioletnia Kylee, biegnąca do przyjaciółki się wypłakać. Bez ostrzeżenia wtargnęłam do jej domu i od chwili gdy otworzyła drzwi, moje usta się nie zamykały. A ona, jak prawdziwa matka, gładziła moje włosy i dawała mi możliwość wyżalenia się z tego wszystkiego. Kochałam ją za to.
                Wracałam do domu w wesołym nastroju, czułam się jakoś inaczej… Jakoś dziwnie. Nadal cierpiałam, ale nie wydawało mi się to już takie nieznośne. Wspomnienia mnie nie opuściły. Wracają za każdym razem, kiedy myślę, że już zapomniałam i mam to za sobą.

A to uczucie pojawia się zawsze gdy go widzę; trwa nadal, od niemal siedmiu lat.


______________________________________________________

Od autorki: No i mamy prolog :) Mam nadzieję, że nie był AŻ TAK nudny ;) Ale obiecuję, że będę się starać. To moje pierwsze fanfiction, więc z góry przepraszam, ale dopiero się uczę. Tak, wiem. Na razie nie wiele wiadomo; co do bohaterów, to niedługo postaram się zamieścić ich zdjęcia. Ale wszystko w swoim czasie ;) Na razie nie możecie ich zobaczyć, bo to wszystko zepsuje haha. Powiem tylko tyle, że główna bohaterka wygląda jak Lily Collins i pojawią się tu bliźniacy Brooks ;) Dobra, nie będę was dłużej zanudzać, jeśli to przeczytaliście i wytrwaliście aż dotąd, bardzo dziękuję za uwagę ;)

+ Było by mi bardzo miło, gdybyście dali mi znak w komentarzu, czy ktoś w ogóle zamierza to czytać ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz